Wybierz miasto
Muzyka Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

Polskie koncerty, o których nie wiedzieliście cz.1

2012-02-02

Koncerty zagranicznych gwiazd to dziś w Polsce niemal codzienność. W 2012 roku zobaczymy w Polsce np. Madonnę, Metallicę, Red Hot Chili Peppers, Guns N'Roses czy Coldplay, a kiedyś tak wesoło nie bylo - jeśli już ktoś przyjeżdżał to rzadko, a jeden występ trzeba było wspominać latami.

Można nawet powiedzieć, że odczuwamy już przesyt tym wszystkim, nie doceniając tego, co mamy. Teraz ciężko znaleźć wykonawcę, który jeszcze w Polsce nie wystąpił, co dla pokolenia naszych rodziców czy nawet starszego rodzeństwa było sprawą wręcz nierealną. Czasami jednak można złapać się na tym, że wydarzenia sprzed kilkunastu lat wydają się być barwniejsze, bardziej intensywne. Z tej okazji chcieliśmy wam przedstawić krótki szkic koncertów, które zdarzyły się kiedyś. Nie stosowaliśmy tu kryterium "największe, najlepsze", ponieważ znalazły się tu występy zespołów, które grały u nas, będąc już uznanymi wykonawcami i takie, których świat wtedy jeszcze nie znał i w Polsce były jeszcze supportem. Są tu występy epickie i takie, które teoretycznie nie powinny prawa mieć miejsca. W pierwszym odcinku naszych wspomnień przenosimy się w czasy komuny i prezentujemy kilka słynnych występów z lat 1967-89!

CZYTAJ TEŻ: POLSKIE KONCERTY, O KTÓRYCH NIE WIEDZIELIŚCIE (CZ.2)

THE ROLLING STONES - WARSZAWA, 13 KWIETNIA 1967
Najbardziej legendarny koncert Polski Ludowej. Aż trudno uwierzyć, że w samym środku gomułkowskiego syfu mógł wystąpić jeden z najlepszych i wówczas najbardziej ekscytujących zespołów świata. A wszystko stało się za sprawą kaprysu Micka Jaggera - towarzysze radzieccy w ostatniej chwili uznali, że gdyby sprowadzono do Moskwy symbole zgniłego imperializmu, młodzież być może nie chciałaby już tam budować socjalizmu. Stonesi zagrali zatem w Warszawie, a swojej pierwszej wizyty w kraju pełnym bareizmów z pewnością nigdy nie zapomnieli. Pokoje w ich hotelu przypominały kanciapę ciecia, zagłuszono im radio, żeby przypadkiem nie natrafili na Wolną Europę, a w bufecie królowało menu klasy "mucha na dziko". Dodatkowo za każdym razem, jeśli chcieli gdzieś wyjść, wszędzie łazili za nimi ubecy. Wszystkie bilety na dwa krótkie koncerty granego jednego dnia (o godzinach 17 i 19) zostały rozdysponowane pomiędzy członków partii i ich rodziny. Prawdziwi fani koczowali przed Salą Kongresową, a młodzież, która nierzadko przyjechała z całego kraju, aby zobaczyć swoich idoli, próbowała sforsować szpaler utworzony przed drzwiami obiektu przez MO. Niektórzy przyjechali na koncert, a w bonusie dostali pałą po plecach! To wszystko nie uciekło uwadze Jaggera, który ostentacyjnie wypiął tyłek do dłubiących w nosie partyjniaków, gdy ci wychodzili z sali. Występ Anglików generalnie nie był udany - niemal nic nie było słuchać przez fatalną akustykę Kongresowej, ale prawdziwego zonka Stonesi przeżyli, kiedy dowiedzieli się, że rachunek za hotel wynosi tyle, co ich całe honorarium! Być może to właśnie było powodem powstanie popularnej legendy, która głosiła, że za zapłatę zespół przyjął 18 wagonów polskiej wódki, która przypadła do gustu zwłaszcza Keithowi Richardsowi (złotówki były niewymienialne poza granicą naszego kraju). Zobaczcie zatem, jak grał blisko 45 lat temu "jeden z lepszych zespołów w stylu bitelsowskim", jak mówił o Rolling Stonesach spiker Kroniki Filmowej. Wtedy oglądało ich blisko 5 tysięcy, dzisiaj ludzi, którzy przyznają się do bycia na tym koncercie, znajdziemy pewnie z 10 razy więcej.

ABBA - WARSZAWA, 7 PAŹDZIERNIKA 1976
To było jedno z największych przedsięwzięć Telewizji Polskiej w całej jej historii. ABBA pracowała już wówczas na status jednego z najwybitniejszych zespołów popowych w historii, a jej przyjazd do Polski wzbudził ogromną sensację. Szwedzi cieszyli się u nas wielką popularnością, ale niestety tylko nieliczni mogli pozwolić sobie na zobaczenie słynnej grupy na żywo. ABBA nie wystąpiła bowiem z regularnym koncertem, ale pokazała się w oglądanym wówczas przez pół Polski programie Studio 2 (chociaż co ci ludzie mieli oglądać, jak w telewizji mieli tylko dwa kanały). Negocjacje odbywały się na wariackich papierach - członkowie zespołu dostawali z Polski mnóstwo listów i bardzo chcieli do nas przyjechać, ale problem tkwił oczywiście w pieniądzach. Kwestia wynagrodzenia za występ została rozwiązana polubownie: Szwedzi wystąpili za darmo, ale zachowali prawo do sprzedaży na Zachód nagranego u nas materiału. Kiedy członkowie ABBY przylecieli do Polski, nie potrafili zrozumieć, jakim cudem mieli u nas tylu fanów, jeżeli w sklepach nie można było kupić ich płyt! Nagranie poszło bardzo szybko - nie było oczywiście mowy o koncercie z prawdziwego zdarzenia i cała muzyka szła z playbacku. ABBA pokazała publiczności składającej się głównie z pracowników telewizji utwory z płyty "Arrival", która ukazała się cztery dni później. Jeśli powiemy wam, że była to najbardziej spektakularna płyta ABBY w całej karierze zespołu i usłyszeliśmy w Polsce "Dancing Queen", "Money, Money, Money" czy "Knowing Me, Knowing You" przed ich oficjalną premierą, to zrozumiecie, z jak potężnymi hitami przyjechali do nas Frida, Agnetha, Bjorn i Benny. Ich pobyt u nas przebiegał natomiast sielankowo - bez choćby cienia gwiazdorskiego zadęcia rozdawali fanom autografy i pozowali do wspólnych zdjęć. Tuż przed wylotem muzycy ABBY obiecali, że przyjadą do Polski jeszcze raz, ale jak wiadomo, niestety do tego nie doszło. Może przestraszyło ich pytanie usłyszane na konferencji prasowej zadane przez jednego z dziennikarzy, czy nasi urzędnicy pozytywnie "zweryfikowali" ich występ w socjalistycznym kraju...

IRON MAIDEN - POZNAŃ, 11 SIERPNIA 1984
Najbardziej popieprzony występ z tutaj opisywanych, bo w ogóle nieprzewidziany. Przeczytajcie zresztą, jak to brzmi - Iron Maiden zagrali na polskim weselu. I tak, też nie za bardzo w to wierzyliśmy, dopóki nie zobaczyliśmy. Ironi może nie prosili do kółeczka i nie grali "Białego Misia", lecz fakt jest faktem - parze młodej zapewnili najbardziej niezapomniane wesele, jakie tylko mogło się zdarzyć. Ale opowiedzmy od początku, jak do tego doszło. W sierpniu 1984 roku Iron Maiden wystąpili w Polsce na pięciu koncertach w ramach trasy World Slavery Tour. Trzeci z nich miał miejsce w Poznaniu - po nim Brytyjczycy zapragnęli nieco się zabawić i wyjść na miasto. Los skierował ich do lokalu "Adria", gdzie akurat odbywało się wesele. Ochrona nie za bardzo chciała wpuścić długowłosych świrów do środka, aż ktoś wpadł na pomysł, żeby zawołać gospodarza imprezy. Pan młody przybiegł już z zapałem w pięści (co to za wesele bez mordobicia i wyrywania sztachet!), kiedy kopara opadła mu z góry na dół. Facet nie mógł iść na koncert swojego ulubionego zespołu w swoim rodzinnym mieście, bo akurat brał ślub, a teraz stoją przed nim Bruce Dickinson ze Steve'em Harrisem i pytają, czy mogliby czegoś się napić! Na toaście za zdrowie pary młodej się nie skończyło - Ironi zagrali "Smoke On The Water" oraz "Tush". Goście weselni byli podobno już tak napruci, że nawet nie zauważyli, że zmienił się zespół i teraz akompaniuje im kapela trochę innego formatu...

DEPECHE MODE - WARSZAWA, 30 LIPCA 1985
"Zagraliśmy koncert w Polsce zanim ktokolwiek jeszcze pomyślał, aby tam pojechać. Dopiero na miejscu zorientowaliśmy się, jak wielu mamy tu fanów, którzy mają nasze albumy pomimo, że bardzo ciężko je tu kupić" - tak opowiadał o swojej pierwszej wizycie u nas Dave Gahan. Tak, zawsze byliśmy dla Depeche Mode krajem wyjątkowym - to tutaj niemal od początku swojej kariery mieli swoich wyznawców i to właśnie od pierwszego koncertu w naszym kraju wzięła się popularna zwłaszcza na przełomie lat 80-tych i 90-tych subkultura - "depesze". Ich koncert na Torwarze był dla rodzimego rynku muzycznego bardzo ważnym wydarzeniem - od pewnego czasu do Polski przyjeżdżały bowiem przebrzmiałe gwiazdy drugiej świeżości, a DM ciągle się rozwijali - byli jeszcze u progu trwającej do dziś trzydziestoletniej kariery. Koncert był hipnotyzujący, ale dopiero to, co stało się za jego sprawą, pozwala nam docenić jego znaczenie. Sympatycy Depeche Mode zaczęli organizować depoteki, odbywały się pierwsze zloty fanów, a na ulicach pojawiało się coraz więcej ludzi dziwnie wyglądających ludzi: mieli wygoloną z boków głowę, trwały blond na górze, czarne kurtki oraz buty na grubej podeszwie (jak Martin Gore) czy słynne krótkie, wyżelowane lotnicho będące ówczesnym atrybutem Gahana. Apogeum popularności miało nadejść później - prawdziwy szał nastąpił po wydaniu albumu "Violator" w 1990 roku. Popytajcie o to starszych braci, każdy znał po kilku depeszów. A jak samemu zespołowi podobała się Polska u schyłku komuny? Raczej nie zrobiliśmy wtedy na nich zbyt dobrego wrażenia - Depeche Mode byli podobno szczególnie niezadowoleni z obsługi w "Victorii", zaś Park, który został im wskazany jako najlepszą miejscówkę w stolicy, daleko odbiegał od ich wyobrażeń o dobrym klubie. Może dlatego na następny ich koncert w Polsce trzeba było czekać aż 16 lat...

METALLICA - KATOWICE, 10-11 LUTEGO 1987
Metallica w Polsce - trochę się już do tego przyzwyczailiśmy, prawda? No to zanim część z nas pojedzie w maju na Bemowo, cofnijmy się wehikułem czasu do początku 1987 roku. Był to dla Metalliki okres szczególny - rok po nagraniu przełomowego albumu "Master Of Puppets" zespół grał trasę koncertową Damage Inc. Tour. Na występ w Polsce musieliśmy jednak trochę poczekać - Metallica z powodu tragicznej śmierci basisty Cliffa Burtona przyjechała do nas już z Jasonem Newstedem, ale zagrała za to aż dwa koncerty! Nikt z zespołu nie spodziewał się aż takiego przyjęcia, bo Spodek na każdy występ wypełniał się tak, że szpilki nie było gdzie wcisnąć, a przypomnijmy, że masowemu odbiorcy zespół stał się znany dopiero za sprawą "Czarnego Albumu". Kirk Hammett wspominał później, że był totalnie zaskoczony żywiołową reakcją polskich fanów. "Mam wrażenie, że pod koniec lat 90-tych nasze koncerty w Europie byly o wiele fajniejsze niż te w Stanach. W Polsce graliśmy naprawdę w dużej hali i za każdym razem dla pełnej widowni! Byliśmy z tego powodu niesamowicie szczęśliwi" - opowiadał gitarzysta Metalliki. Co jeszcze warto zapamiętać z pierwszej wizyty legendy metalu w Polsce? Otóż chłopaki bardzo zintegrowali się z naszym krajem i mocno pracowali na swój przydomek Alcohollica - wypili tutaj ocean wódki, zachowało się również wiele zdjęć z zespołem Kat, który występował wtedy jako support, a James Hetfield to nawet walił czystą z gwinta z polskimi fanami w obskurnym hotelu "Warszawa" (poszukajcie tego w necie, niesamowita historia). To także przed tymi koncertami wykonane zostało słynne zdjęcie Metalliki łapiącej stopa (możecie je zobaczyć u góry tekstu) pod Radomskiem Piotrkowem (dzięki za spostrzeżenie błędu dla RdK)

JOHNNY CASH - SOPOT, 22 SIERPNIA 1987
Zaraz, zaraz, to Johnny Cash grał w Polsce?! Facet, który w USA jest absolutną legendą i ikoną muzyki country (oraz zapewne jedynym wykonawcą tego gatunku znanym przeciętnemu słuchaczowi) wystąpił w naszym kraju? Otóż zagrał i to gdzie! Na festiwalu w Sopocie! Ta wątpliwej sławy impreza za komuny pozwalała Polakom poczuć czasami zapach wolności i sprowadzała nad nasze morze takie ówczesne gwiazdy jak Boney M., Kim Wilde, Demis Roussos czy Charles Aznavour. Cash do tego towarzystwa nie pasował za cholerę. Oderwani od kontaktu z zachodnią kulturą nie mieliśmy tak naprawdę pojęcia, jak wielka postać do nas przyjeżdża i traktowaliśmy go jako swojego rodzaju fanaberię - ot, przyjechał do nas kowboj ze Stanów. Jest może trochę bardziej znany od reszty, ale czy kaliber jego muzyki różni się czymś od takich Trebuni-Tutków? I kiedy tradycyjnie ubrany na czarno Cash wychodził ze swoimi frędzlami na scenę Opery Leśnej, na pewno nie zdawał sobie sprawy, że ten występ będzie dla niego o wiele dziwniejszym doświadczeniem niż słynne więzienne koncertówki w San Quentin czy Folsom Prison. Zresztą zobaczcie to sami -  publiczność nieudolnie próbuje złapać rytm klaskania, a prawdziwym highlightem jest fragment od 0:17 do 0:20 – nie wiemy, czy Cash widział w życiu większą stypę. Nie to miejsce i nie ten czas.

Z drugiej części "Polskich koncertów, o których nie wiedzieliście" dowiecie się, który zespół podczas swojego koncertu w Polsce został obrzucony zgniłym chlebem, na czyim występie temperatura wynosiła 40 stopni, że ludzie mdleli z gorąca oraz która słynna kapela pałętała się po Gryfinie na dwa lata przed swoim wielkim sukcesem.

Jerzy Ślusarski
(jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)

Ciekawe artykuły
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

  • + Josephine Baker [0]Podobno wystąpiła w Hrubieszowie ok. 1930, na podstawie wspomnień hrubieszowskiego Żyda Henryka Orensteina. Niestety poza tym nie ma praktycznie źródeł na ten temat.

    2013-03-07, 20:07:55
    qqq
  • A gdzie Tangerine Dream i Klaus Schulze? [0]Zarówno TD jak i Schulze mieli trasy koncertowe po Polsce w 1983 r. Byli wtedy megapopularni zarówno w Polsce jak i na świecie - muzyka elektroniczna miała wtedy bardzo wielu fanów...

    2012-08-15, 21:03:16
    raj
  • Nie pod Radomskiem! [0]To zdjęcie jest wykonane pod Piotrkowem! Do Radomska to jeszcze (co dokładnie jest napisane) ponad 40 km! :D

    2012-02-07, 20:54:03
    RdK
Zobacz wszystkie wypowiedzi
FB dlaMaturzysty.pl reklama