Wywiady - Muzyka

Myslovitz: Odświeżenie, ale nie rewolucja

2012-05-11 19:39:54

 "Witajcie w nowym życiu" - tak zapowiadał Piotr Stelmach pierwszy koncert Myslovitz w nowym składzie - bez Artura Rojka, ale za to z Michałem Kowalonkiem w roli wokalisty.

Oczekiwany z ogromnym zaciekawieniem, ale i pewnym niepokojem przez wszystkich fanów "starego" Myslovitz występ na wrocławskiej 3-majówce wypadł znakomicie - zespół został kapitalnie przyjęty, a Kowalonek po początkowych trudnych pierwszych minutach stopniowo zaskarbiał sobie sympatię publiczności zgromadzonej na Wyspie Słodowej. Pomiędzy nowym wokalistą a resztą zespołu widać było fajnie rysującą się chemię - po koncercie wszyscy długo trzymali się razem i żartowali.

Już można było z czego - panowie bardzo przeżywali występ, po którego pozytywnym odbiorze byli bardzo szczęśliwi i widać było po nich zejście wielkiego stresu. Tuż po tym pierwszym, tworzącym nowy etap w historii Myslovitz koncercie udało nam się porozmawiać z Michałem Kowalonkiem, Przemkiem Myszorem i Jackiem Kuderskim. Z wywiadu dowiecie się nie tylko, jakie były ich reakcje na gorąco po występie we Wrocławiu, ale i jak to się w ogóle stało, że to właśnie Michał dołączył do zespołu oraz kiedy usłyszymy kolejną płytę Myslovitz.

 dlaStudenta.pl: Przed koncertem we Wrocławiu pojawił się ciekawy głos, że będzie to D-Day dla „nowego” Myslovitz. Kiedy ostatnio denerwowaliście się tak przed koncertem, bo strzelam, że stres musiał być większy niż zwykle?

Przemek Myszor: Szczerze mówiąc, to ja takie nerwy odczuwałem tylko kiedy zagraliśmy pierwszy koncert za granicą. Byliśmy tam zupełnymi świeżaczkami i wtedy poziom emocji był równie wysoki jak dzisiaj. Przyznam, że ogromnie się stresowałem tym występem.

Jacek Kuderski: U mnie było trochę inaczej i w ogóle się nie denerwowałem przed koncertem – całą energię wykorzystałem na pobudzanie i dopingowanie Michała. Mówiłem mu, że wszystko będzie dobrze i na tym się koncentrowałem. Podczas gry stres jednak przyszedł z powodu samej sytuacji, w której się znaleźliśmy, hałasu i reakcji ludzi, która była dla mnie totalnym zaskoczeniem. Zawsze przed występem mam przygotowane swoje minimum na basie, które muszę zagrać, żeby cały koncert był dobry. Dzisiaj w jednym utworze miałem kłopoty, więc stres mimo wszystko dał mi się mocno we znaki.

Michał Kowalonek: Dzisiaj spadł ze mnie wielki ciężar. Jestem raczej spokojnym człowiekiem, który ceni sobie ciszę, nie znosi konfliktów. Taki dzień jak dziś za bardzo mnie nie zmienił, ale strasznie mnie wzmocnił, bo ja naprawdę spodziewałem się wszystkiego.

Czy w pół godziny po występie presja już z Was zeszła?

Jacek: Z takimi koncertami jak dzisiaj jest o tyle niekorzystnie, że sytuacja i publiczność cię nakręcają. Jeśli podejdziesz do tego wszystkiego normalnie, po prostu koncert jest tylko kolejnym koncertem, to zagrasz go normalnie i bez stresu. Widać to było zwłaszcza po naszym występie w Mysłowicach, gdzie każdy dał z siebie wszystko i całość wyszła rewelacyjnie.

W Mysłowicach graliście jednak u siebie, a Wrocław to był pierwszy mecz na wyjeździe…

Jacek: Tak, i to od razu trafiliśmy na takie duże wydarzenie – dużą scena, profesjonalne nagłośnienie i tutaj zawsze spotykamy sporo znajomych. W Mysłowicach nie było takiego podkręcania atmosfery i pytań „Ale czy jesteście gotowi? Ale czy się nie boicie?”. Po mnie osobiście to spływa, ale później podczas koncertu możesz się zastanawiać, co ci wszyscy ludzie mieli na myśli. Myślę, że wszyscy czuliśmy się trochę jak w jednym z tych telewizyjnych show, gdzie na koniec wybierany jest zwycięzca. Na początku widownia przyglądała się nam z ciekawością…

Przemek: Mnie jak rzadko kiedy wydawało się, że jestem obserwowany na scenie i ludzie patrzą na każdy mój ruch.

Jacek: Obserwowany to bardzo dobre słowo. To może powodować niepotrzebne emocje i dlatego czasami lepiej ubrać ciemne okulary (śmiech)

Przemek: Z drugiej strony teraz o tym, jak się czujemy, najlepiej mówi mina Michała – jest cały czas uśmiechnięty. Przez cały tydzień chodził z taaaaaką miną.

Trzeba przyznać, że publika przyjęła Was bardzo entuzjastycznie. Zbierałem reakcje ludzi i jeszcze na samym początku dało się usłyszeć okrzyki „Gdzie jest Artur”, „Dawać Rojka”, ale zniknęły bardzo szybko. Zwłaszcza pod koniec koncertu było widać, że Michał błyskawicznie sobie kupił starych fanów.

Jacek: Ja nic takiego akurat nie słyszałem, ale do mnie chyba w ogóle nic nie docierało.

Przemek: Przekupiliśmy ochronę, żeby od razu wyprowadzała takich ludzi (śmiech)

 Michał, jakie to w ogóle uczucie dla Ciebie zostać wokalistą Myslovitz?

Michał: Widać to chyba po mnie, że bardzo fajne. Czuję wielki ciężar i ogromny szacunek do dorobku piosenkowego chłopaków stworzonego razem z Arturem. Są to buty, które na pewno nie są dla mnie lekkie – ze swojej strony mogę zapewnić, że będę się starał robić wszystko najlepiej jak potrafię. Inaczej nie ma to sensu.

W jednym z wywiadów powiedziałeś nawet trochę piarowo, że jesteś teraz wokalistą dwóch najlepszych zespołów rockowych w Polsce.

Michał: Wiesz co, mam najlepszą żonę na świecie, najlepsze dzieci, mam też najlepszy samochód, to i doczekałem się, że jestem w najlepszych zespołach na świecie (śmiech)

No właśnie – Snowman przecież nie zawiesza działalności, trzeba też znaleźć czas na rodzinę… Nie będziesz miał zbyt wielu okazji do odpoczynku! Zdążyłeś już nawet zadebiutować na Pudelku.

Michał: To był pierwszy i ostatni raz. Taką przynajmniej mam nadzieję (śmiech) Dzięki dobrej logistyce wydaje mi się jednak, że będę mógł naprawdę wszystko super ustawić.

Jesteś już przygotowany na to, że nie tylko fani, ale i dziennikarze w każdym wywiadzie będą Cię maglować i porównywać z Arturem Rojkiem?

Michał: Ja doskonale o tym wiem i jest mi trochę przykro z tego powodu, bo bardzo lubię Artura oraz jego muzykę. Wszelkie próby zestawiania rozumiem, ale nie robi to na mnie żadnego wrażenia i wolałbym na takie pytania odpowiadać jak najrzadziej. To jest trochę jak w szkole – jak dostajesz jedynkę, to potem się uczysz i uczysz, aż w końcu dostaniesz piątkę. Może kiedyś odpowiem tak, że wszyscy zrozumieją, że te porównania nie mają sensu.

Jeszcze w grudniu występowałeś jako support Franka Turnera na koncercie w Poznaniu. Chyba nie brałeś tego pod uwagę, że znajdziesz się teraz w tym właśnie miejscu.

Michał: Frank to dla mnie w ogóle wielka gwiazda – młody koleś, który zupełnie nie istnieje w mainstreamie, a jest w stanie zapełnić Wembley. Nie znam na wyrywki całej jego twórczości, słuchałem paru jego numerów, które naprawdę miotą, zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej. Bardzo zabiegałem o ten występ, ale wtedy na pewno nie przeszło mi na myśl, że będę grał z chłopakami w jednym zespole. W ogóle jest mi bardzo ciężko pozbierać myśli, zwłaszcza teraz po występie i wydarzenia z ostatnich miesięcy są dla mnie czasami wciąż z tych nie do uwierzenia.

Jacek: Michał nie był jedynym kandydatem, którego rozważaliśmy na wokalistę Myslovitz. Gra z nami nie dlatego, że był dobry, ale dlatego, że był najlepszy.

Kto w ogóle podjął pierwsze kroki ku wspólnej współpracy?

Michał: Paradoksalnie ja. Napisałem wiadomość do Przemka, w której zwyczajnie napisałem, że byłoby bardzo fajnie, gdybyśmy razem coś zrobili.

Przemek: Ja się odezwałem, bo myśmy już poszukiwali wokalisty od pewnego czasu. To w zasadzie odbyło się tak, że Michał do mnie napisał, ja odpisałem coś w stylu „Fajnie by było i może to nastąpić szybciej niż się wydaje”. Potem do niego zadzwoniłem, czym był już totalnie zaskoczony.

Znaliście repertuar Snowmana przed zaangażowaniem Michała do Myslovitz?

Przemek: Tak, bo my w ogóle przeprowadzaliśmy dość sumienną selekcję przy wyborze nowego wokalisty – słuchaliśmy utworów ludzi, których zapraszaliśmy na sesje. Było to chyba jedenaście osób, w tym Michała i to on nam najbardziej odpowiadał. Od początku zresztą ustaliliśmy, że nie chcemy w żadnym wypadku, żeby Snowman padł i rozwiązał się z naszego powodu.

Jacek: Kiedy szukaliśmy kandydatów, to od początku chcieliśmy, żeby to nie wyglądało jak jakiś ogólnopolski czy ogolnośląski casting. Myslovitz nikomu nie kojarzy się z konkursami i gdybyśmy wzięli kogoś np. z jakiegoś programu telewizyjnego, to bylibyśmy śmieszni dla samych siebie. Dlatego wszystko odbyło się na stopie kumpelskiej, chociaż nie ukrywam, że były pewne momenty załamania. To był bardzo gorący dla nas okres pełen mieszanych uczuć, nikomu więc nie było łatwo.

 Ile czasu chłopaki dali Ci na naukę wszystkich utworów?

Michał: To był dłuższy proces, bo przyjeżdżałem do Mysłowic kilka razy. Za pierwszym razem dali mi cztery dni, później dwa tygodnie, następnie wymyśliłem kolejne dwa tygodnie, więc tak na dobrą sprawę zaczęliśmy pracować wspólnie nad śpiewaniem i graniem w połowie kwietnia.

Były chwile zwątpienia i pytania do samego siebie „Ile tego jest, nie dam rady!”?

Michał: Były i co więcej, one są przez cały czas.

Przemek: Wybraliśmy z naszego repertuaru pięćdziesiąt piosenek i wysłałem Michałowi z dopiskiem, że wśród nich będziemy się obracać. Dostałem dość dramatyczną zwrotkę, że przecież nie będziemy grać tego wszystkiego na jednym koncercie i żebyśmy odrobinę zwolnili tempo. Zmniejszaliśmy sukcesywnie liczbę tych utworów – Michał woli się ich nauczyć kilkunastu, ale perfekcyjnie niż wszystkich, ale po łebkach.

Czy zostając wokalistą Myslovitz, miałeś też na myśli to, że ten fakt może się przysłużyć twojej macierzystej formacji? Snowman ceniony jest w niszowych kręgach, a teraz jego nazwa mogła przebić się do większej ilości słuchaczy.

Michał: Rzeczywiście, tam musimy radzić sobie z faktem, że jesteśmy dość alternatywnym zespołem, ale dobrym przykładem na spostrzeżenie pewnych zmian może być to, że kiedy chłopaki podali w mediach, że będę grał z nimi, to klipy Snowmana na YouTube tego samego dnia obejrzało 40 tysięcy ludzi. Jak na realia, z którymi do tej pory musiałem się mierzyć, jest to bardzo dużo.

Czy dojście Michała do składu zmieniło w jakiś sposób Wasze plany wydawnicze?

Przemek: Przygotowujemy płytę już od roku i ona siłą rzeczy musi się zmienić ze względu na to, co się stało. Gramy teraz z Michałem i wszystkie nasze plany trochę się przesunęły – płyta miała się pojawić już wiosną, a ukaże się na jesień. Po części będzie to kontynuacja poprzedniej płyty, ale po części również chcemy zrobić dla nas coś nowego. Utworów będzie więcej niż planowaliśmy i jeśli nam się uda, to singiel wypuścimy jeszcze przed wakacjami.

To pytanie zadaje sobie wielu Waszych fanów – czy Myslovitz czeka jakaś radykalna zmiana stylu?

Przemek: Płyta może rzeczywiście będzie trochę inna, ale ona inna miała być już w zeszłym roku. I od razu powiem – nie wiem, co wyjdzie z naszej wspólnej współpracy, bo nikt tego nie wie. Michał jest kawałkiem tortu włożonym już w całość. Wiadomo, że wszyscy będą od niego oczekiwali, że zastąpi Artura, ale on jest dojrzałym muzykiem, więc na pewno za wcześnie mówić o jakiejś zmianie stylistyki. Na pewno będzie to kontynuacja tego, co robiliśmy, bo jesteśmy Myslovitz i w ogóle nie chodzi o to, żeby zaczynać wszystko od nowa czy robić wszystko inaczej.

Osoba nowego wokalisty nie wiąże się więc z rewolucją w zespole?

Przemek: Nazwałbym to raczej odświeżeniem, bo odczuwamy teraz trochę inne emocje, ale na pewno nie są to innowacje, że skręcamy o 90 stopni w którąś stronę.

Jacek: To wszystko wychodzi spontanicznie – jeśli pojawia się nowy członek w zespole, to on też chce mieć coś do powiedzenia. Michał może na razie jeszcze nie chce, bo jest freshmanem, ale wkrótce będzie już mocno zaaklimatyzowany w zespole. Może pójdziemy w innym kierunku, bo wcale tego nie wykluczam. Nie jesteśmy już też bardzo młodymi ludźmi i w związku z tym słuchamy muzyki raczej dojrzałej, ale liczę na to, że będzie to mieszanka wybuchowa.

 Czy na nowej płycie Myslovitz znajdą się jakieś kompozycje Michała czy przejęliście teraz w pełni w zespole zadanie komponowania utworów?

Przemek: My już mamy opracowaną jedną kompozycję Michała, przygotowaliśmy ją nawet na dzisiaj, ale nie odważyliśmy się jej zagrać (śmiech). To jest trochę wolny utwór i doszliśmy do wniosku, że nie było za bardzo gdzie go włożyć w ten koncert.

Michał: Na razie zaproponowałem jeden utwór, który przyszedł mi do głowy w trakcie moich przesłuchań. Raczej impresja niż wybitnie dopracowana piosenka, ale myślę, że dobrze odzwierciedla to, co się wtedy działo w głowach nas wszystkich.

Z Waszej współpracy wyszedł fajny paradoks – Michał w Snowmanie śpiewał piosenki niemal wyłącznie po angielsku, a kiedy doszedł do Myslovitz, to niejako został zmuszony do śpiewania po polsku…

Michał: A tam, od razu zmuszony (śmiech)

Możecie już się pokusić o jakieś przecieki, jaki język będzie dominował na nowym albumie?

Michał: Myślę, że od razu wydamy trzy płyty – po polsku, po angielsku i do tego wersję instrumentalną (śmiech)

Jacek: Z tego, co pamiętam, to The Beatles też nagrywali piosenki po niemiecku. Usłyszałem ostatnio w Eska Rock taki utwór i aż musiałem się upewnić, że to na pewno oni. ABBĘ większość ludzi kojarzy z singli, a oni przecież też nagrywali pełnowymiarowe studyjne albumy w różnych językach .Rynek jest dość szeroki, więc Michał może będzie musiał przejść szybkie szkolenie, żeby śpiewać chociażby  po francusku.

Przemek: Proponowałbym obszar skandynawski – przy okazji otworzylibyśmy produkcję tuńczyka (śmiech)

Jacek: Hehe. Gramy głównie z myślą o polskich słuchaczach, ale dla nas każdy zagraniczny rynek jest ważny. Ale po turecku nie planujemy nic nagrywać, nawet gdyby jakimś cudem stalibyśmy się bardzo popularni w Turcji.

Rozmawiał: Jerzy Ślusarski
(jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)

Słowa kluczowe: myslovitz wywiad michał kowalonek przemysław myszor jacek kuderski nowy skład wokalista artur rojek
Artyści
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
JoÃŁo de Sousa
João de Sousa : Zacząłem patrzeć na granie trochę inaczej [Wywiad]

Płyta "Furacão" jest znacznie weselsza niż poprzednie - mówi Portugalczyk, od kilkunastu lat mieszkający i koncertujący w Polsce.

Nowy album - Kwiat Jabłoni
Kwiat Jabłoni o płycie "Mogło być nic", koncertach i marzeniach [Wywiad]

W tekstach na drugą płytę pojawia się w końcu temat miłości - mówią Kasia i Jacek Sienkiewicz.

Michal Hadasik
Michal Hadasik i Janusz Cedro o projekcie Scena pod Regałem [WYWIAD]

Chętnie wysłuchamy każdego artysty i spróbujemy w miarę możliwości włączyć go do naszych projektów - mówi jeden z założycieli.

Polecamy
fot. Sławek Przerwa
Radek "Bond" Bednarz - Warto podkreślić czynnik ludzki [WYWIAD]

Rozmawiamy z dyrektorem artystycznym festiwalu Eklektik Session.

Krzysztof Skiba
Krzysztof Skiba - Czas robali [WYWIAD]

O najnowszej książce, 30-leciu działalności zespołu Big Cyc i kilku innych kwestiach rozmawiamy z Krzysztofem Skibą.

Zobacz również
Ostatnio dodane
JoÃŁo de Sousa
João de Sousa : Zacząłem patrzeć na granie trochę inaczej [Wywiad]

Płyta "Furacão" jest znacznie weselsza niż poprzednie - mówi Portugalczyk, od kilkunastu lat mieszkający i koncertujący w Polsce.

Nowy album - Kwiat Jabłoni
Kwiat Jabłoni o płycie "Mogło być nic", koncertach i marzeniach [Wywiad]

W tekstach na drugą płytę pojawia się w końcu temat miłości - mówią Kasia i Jacek Sienkiewicz.

Popularne
U2 w Polsce!
U2 w Polsce!

W 2009 roku rusza trasa koncertowa promująca najnowszy album grupy. Chorzów znalazł się na liście dziesięciu europejskich miast, w których zespół na żywo zaprezentuje nowe utwory.

Peja "Na serio"
Peja "Na serio"

Peja ujawnił szczegóły swojego najnowszego albumu, który ukaże się w sklepach 17 września. Na albumie "Na serio" znajdzie się 19 utworów.

Hity na Czasie 2008
Hity na Czasie 2008

Na sklepowe półki trafiła składanka "Hity na Czasie 2008" czyli zapowiedź tego co czeka na fanów eskowych hitów w ramach letniej trasy!