Exclusive - Muzyka

Kraj Kwitnący Muzyką

2011-08-17 10:06:14

Trudno znaleźć w Japonii odpowiednik Dody. Ale to nie znaczy, że nie ma tam celebrytów i skandali z ich udziałem. Zaś japoński rynek muzyczny pod względem wielkości znajduje się na drugim miejscu na świecie za amerykańskim, a w pewnych aspektach na pierwszym!

W 2007 roku obok Tool w katowickim Spodku zagrała zupełnie mi wówczas nieznana formacja Dir En Grey. Trochę w stylu Marilyn Manson, świetnie technicznie. Zaskoczyło mnie histeryczne przyjęcie nastoletnich polskich fanek. Za kulisami kilkanaście dziewczyn czekało aż pojawi się ktoś z Dir En Grey, a gdy to się stało, wydawały ekstatyczny pisk. Za niedługo ten zespół znów pojawi się w Polsce, grał już piosenkarz i aktor Gackt, formacja D, a za parę miesięcy zawita do nas grupa Versailles. Dobry to pretekst, by przyjrzeć się w skrócie wykonawcom z Japonii i dowiedzieć się, co przyciąga Polaków do ich muzyki.

J-pop i K-pop rządzą
 
Rynek japoński to drugi, po amerykańskim, największy rynek muzyczny na świecie. Tylko w USA sprzedaje się więcej płyt CD, ale już w singlach na tym nośniku oraz w sprzedaży DVD Japończycy biją Amerykanów na głowę. Dokładne dane można sprawdzić na stronie Record Industry Association Of Japan, odpowiednika naszego Związku Producentów Audio-Video. Witryna ma wersję angielską. Co roku w Japonii debiutuje fonograficznie około 500 (!) wykonawców. Na japońskim rynku muzykom opłaca się zaistnieć. Japończycy już dawno zawarowali sobie w kontraktach z większością zachodnich gwiazd dodatkowe piosenki na japońskich edycjach płyt, denerwując kolekcjonerów zbierających muzykę na CD, zmuszanych do płacenia sporych pieniędzy za te wersje. Na koncerty walą w Japonii tłumy. Są tam świetnie zorganizowane festiwale, a japońskie gwiazdy żyją jak pączki w maśle.

Czego najchętniej słuchają Japończycy? J-popu, czyli japońskiego popu. "J-pop jest najbardziej popularnym gatunkiem w Japonii i z niego żyją firmy fonograficzne" - mówi w rozmowie z Muzyka.onet.pl Marta Karsz, Sekretarz Ambasady RP w Tokio ds. Kultury, zajmująca się muzyką i teatrem. "Ostatnio równie popularny jest K-pop, czyli z pop z Korei. Ja widzę naprawdę niewielką różnicę między wykonawcami, ale Japonki są zapatrzone w koreańskich wykonawców" - dodaje z uśmiechem. Potwierdza to Anna Wołcyrz, japonistka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, która napisała pracę o japońskiej muzyce popularnej. "Lata 2010-2011 to, co ciekawe, okres ogromnego boomu na wykonawców koreańskich, najczęściej girls- albo boysbandów, którzy wcześniej wydane w Korei albumy nagrywają po raz kolejny specjalnie na rynek japoński, z tekstami po japońsku. Myślę, że to jest pewna moda, która niebawem może się całkowicie zmienić" - uważa. "Popularne jest także to, co aktualnie jest na listach w Ameryce: czy to Lady GaGa, czy cokolwiek innego".

Jeśli spojrzeć na notowania list i to, kto w ostatniej dekadzie królował w mainstreamowej muzyce japońskiej (choćby na podstawie tytułu "Artysta roku" przyznawanego na gali Japan Gold Disc Award), to można zauważyć, że powtarza się kilka nazw i nazwisk: Utada Hikaru, Ayumi Hamasaki, Orange Range, Koda Kumi, Exile, boysband Arashi, pochodzący z Osaki girlsband AKB48, jego solistki (niedawno choćby  Atsuki Maedy) i przeróżne mutacje (choćby NMB48).

"Obecnie najbardziej popularnym zespołem jest AKB48. Najwięcej plotek dotyczy Rei, która jest w składzie tej grupy" - informuje Marta Karsz z polskiej ambasady w Tokio. W kolejce po komercyjny sukces stoją kolejni artyści J-popowi, choćby Weaver, Kitano, KG, Girls' Generation, Miwa, Nishino Kana, Funky Monkey Babys. Niekoniecznie sukcesu dostąpią. Dlaczego? Bo podobnie jak w innych krajach, japońskiemu muzykowi sama muzyka może nie wystarczyć. Anna Wołcyrz wyjaśnia: "Japońska młodzież słucha tego, co aktualnie lansuje telewizja. Wykonawca muzyki popularnej, żeby utrzymać się na szczytach list, musi być nie tylko wokalistą, ale też aktorem, prezenterem w programach telewizyjnych, czasem komikiem, czasem aktorem teatralnym. Największe gwiazdy japońskiej sceny wędrują między branżami bezustannie - jedni są bardzo dobrzy we wszystkich dziedzinach, inni mniej". A propos sukcesu w Japonii, Marta Karsz dodaje, że obecnie gwiazdy J-popowe rozkoszują się z nim znacznie krócej niż kiedyś. "Kiedyś artyści J-popowi znacznie dłużej zachowywali popularność. W tej chwili ich kariera trwa 2-3 lata" - mówi.

Według notowań z drugiej połowy lipca 2011, w Japonii dominują między innymi: Arashi, GReeeeN, Exile, NMB48, południowokoreański girlsband Kara, ich rodacy z Tohoshinki, japońscy poprockowcy z Ikimono-gakari, rockmani z Sakanaction. Gackt także świetnie sobie radzi. Niedawno w pierwszej 20. listy singli była jego piosenka "Episode.0", zilustrowana imponującym wideoklipem, który powinien zachwycić miłośników estetyki gotyckiej, baśni i sagi "Zmierzch". Anna Wołcyrz wspominała o wędrowaniu między branżami. Gackt ma na koncie kilka znaczących ról filmowych. Pojawił się choćby w eksperymentalnej produkcji "Bunraku" (2010), w której obsadzie znaleźli się Demi Moore i Josh Hartnett.

Co ciekawe, J-pop to nie tylko domena Japończyków. Sukces w tym gatunku osiągnął amerykański wirtuoz gitary Marty Friedman. Przed laty grał w Megadeth, święcąc triumfy z legendą thrash metalu. "W końcu wybrałem życie w Japonii i granie J-popu oraz występowanie w rozmaitych programach radiowych i telewizyjnych" - tłumaczy w filmie "Global Metal". "W Japonii wszystko można zmieszać z wszystkim. Grałem w zespole Death Panda, który gra ekstremalny metal skierowany do 14-letnich dziewczynek". Ostatnio Marty pojawia się w słodkiej kompozycji "Fantastic Love" zespołu FANTA, która fanom thrash metalu raczej się nie spodoba. Faktem jest, i na to zwraca się uwagę w opracowaniach, że muzyka japońska z czasem coraz bardziej upodabnia się do zachodniej. Zmienia się też zachowanie fanów podczas koncertów. Dawniej siedzący spokojnie i reagujący oklaskami w przerwach między piosenkami Japończycy, zmienili się w szalejących niegorzej niż w innych krajach. Ale po występach przemieniają się na powrót w miłych, spokojnych, młodych ludzi, o czym dowiemy się z fragmentu dokumentu "Global Metal" poświęconego Japonii.

Japońska Doda

Mało u nas słychać o skandalach związanych z japońskimi muzykami. Gdybyśmy chcieli znaleźć odpowiednik naszej Dody, czeka nas niełatwe zadanie. Co prawda wyrazistych i pięknych pań w japońskim show-biznesie nie brakuje (wręcz jest ich mnóstwo), lecz żadna nie wywołuje tyle zamieszania, kontrowersji, skandali, co polska celebrytka. Do pewnego stopnia japońskimi odpowiedni Dody mogą być wspomniana już śliczna Ayumi Hamasaki albo nieustępująca jej urodą, lecz mniej popularna Ami Suzuki. Pierwsza, to od lat ogromna gwiazda w Japonii, w XXI wieku trzykrotnie wybierana "Artystką roku". Jest uznawana za ikonę mody, znana z romansów z popularnymi aktorami, a także wielkiej głowy do interesów. Co ciekawe i rzadkie dla japońskich artystek, za mąż wyszła za Europejczyka, austriackiego modela i aktora Manuela Schwarza. Z kolei Ami Suzuki znana jest głównie z tego, że ośmieliła się pozwać swoją wytwórnię, wygrać proces, a następnie… popaść w kilkuletnie zapomnienie. Podobno niepisana zasada w japońskim show-biznesie jest taka, że jeśli muzyk występuje przeciwko wytwórni, trafia na czarną listę i nikt nie będzie chciał go wydać, o promowaniu nie wspominając. Nie znaczy to, że skandali stricte obyczajowych nie ma. Anna Wołcyrz wspomina awanturę w stroju Adama, urządzoną przez Tsuyoshiego Kusanagi z boysbandu SMAP, a także aferę narkotykową ślicznej piosenkarki i aktorki Sakai Noriko. Trafiła za nią przed oblicze sądu i dostała wyrok w zawieszeniu. Kiedy w Tokio odbywał się jej proces, przed budynkiem zgromadziło się ponad 6 tys. osób.

"Granica tego, co uznaje się za prowokacyjne nie do końca pokrywa się w obydwu kulturach. Dla przykładu, są artyści transseksualiści, niektórzy uważają to za swoją najmocniejszą kartę przetargową w zdobywaniu popularności, a nie do końca wyobrażam sobie taką otwartość w Polsce" - mówi Anna Wołcyrz. "Z drugiej strony, wszelkie ekscesy alkoholowe - picie na mieście i awanturowanie się, bójki, jazda po pijanemu - źle rozumiane gwiazdorzenie lub co gorsza wpadki narkotykowe, wiążą się ze skutecznym usunięciem z anteny delikwenta na pewien czas i oficjalnymi przeprosinami w mediach". Innymi słowy, japońscy muzycy są jakby grzeczniejsi, aczkolwiek czasem wstępuje w nich diabeł. "Muzycy, jakby nie byli gloryfikowani, są tylko ludźmi i nie zawsze zachowują się idealnie. Jestem przekonana, że na każdy incydent ze strony japońskich artystów znajdzie się pięć, a może nawet i dziesięć wykonawców z Europy lub Stanów" - dodaje 21-letnia Ania Przebinda, od lat fanka japońskiej muzyki.

Japonia a sprawa polska

Skąd bierze się zainteresowanie japońską muzyką w Polsce? Dlaczego jest popularna? Czy nieznajomość języka nie przeszkadza jej w odbiorze? "Sądzę, że tzw. J-popem interesują się głównie osoby, które w jakimś stopniu zainteresowane są też innymi aspektami (pop)kultury japońskiej - anime, mangą, filmami, grami czy w ostatnich latach serialami telewizyjnymi" - uważa Anna Wołcyrz.

Sama zaczynała od produkcji animowanych. Potem zafascynowała się Ayumi Hamasaki i Utadą Hikaru, zaś w dalszej kolejności wokalistką R&B Misią i zespołem Dragon Ash, wykonującym mieszankę rocka i hip-hopu.

"Miałam też duże szczęście, że jeszcze w gimnazjum miałam okazję poznać Japonkę, która przyjechała do Polski do szkoły kendo. Zapisałam się na zajęcia i zaprzyjaźniłam z tą panią. Od niej dostałam kolejne nagrania" - wspomina.

Dość zbliżoną drogę, z tym, że bez udziału kendo i osoby z Japonii, przybyła Ania Przebinda. "Wszystko zaczęło się od anime, czyli popularnych japońskich bajek, od czasu do czasu puszczanych w polskiej telewizji. Na nieistniejącym już dziś RTL7 leciały wówczas »Dragon Ball«, »Saint Seiya«, »Magic Kinght Rayehart«" - opowiada. "O muzyce czytałam, ale do słuchania zostawały mi głównie utwory z popularnych anime. Przełom nastąpił, gdy znajomy do jednej z płyt wypełnionych po brzegi odcinkami jednego z japońskich seriali animowanych dopchnął kilka utworów ichniejszej muzyki: Dir En Grey, X Japan, Ayumi Hamasaki. No i się zaczęło. Kiedy znałam każdy takt z tych kilkunastu empetrójek, nawiązałam kontakt z osobami interesującymi się muzyką z Japonii. I tak, zanim się obejrzałam, wkroczyłam w świat japońskich dźwięków, które towarzyszą mi już dekadę. Pierwszym japońskim zespołem, który pokochałam, był X Japan. Niejeden raz łezka zakręciła mi się w oku podczas oglądania ich DVD »The Last Live«. Najwięcej zawdzięczam Dir En Grey, który sprawił, że japoński rock wciągnął mnie całkowicie i przez kilka lat gościł u mnie nieustannie. Choć na muzyce do dziś się nie znam, to oni nauczyli mnie ją czuć".

Wielu młodych Polaków nie wie, o czym śpiewają ich ulubieni muzycy japońscy i w ogóle nie jest to przeszkodą. Inna sprawa, że najpopularniejsi artyści swoje piosenki ilustrują wideoklipami za ciężkie pieniądze, a z filmików można się domyślić, o czym kompozycja traktuje. Anna Wołcyrz język japoński zna, ale zapewnia, że bez tego japońska muzyka do Polaka może trafić bez problemów. "Myślę, że nieznajomość języka nie stanowi żadnej przeszkody. Po pierwsze, podoba nam się to, co nieznane, orientalne. Po drugie, język japoński jest bardzo regularny - każda »sylaba« (fachowo: mora) w języku japońskim kończy się samogłoską, wersy często kończą się podobnymi konstrukcjami (składnia japońska na końcu umiejscawia orzeczenie), przez co tekst piosenki jest bardzo regularny i w połączeniu z rytmem i melodią łatwy do zapamiętania" - tłumaczy. "Wreszcie, modne jest wprowadzanie do tekstu japońskiego wstawek angielskich, które mogą być różne - dłuższe, krótsze, często powtarzają wręcz treść, która pojawiała się już wcześniej po japońsku. Ktoś nieznający języka ma więc często wrażenie, że coś tam jednak rozumie i nawet, jeśli nie cały przekaz, to ogólny nastrój piosenki". Podobnie, aczkolwiek mniej naukowo, wyjaśnia to Ania Przebinda. "Sam język japoński zawsze wydawał mi się bardzo zgrabny i melodyczny. Dziś tłumaczenia wielu utworów są łatwo dostępne, więc dla chcącego nic trudnego. Ja muszę się przyznać, że często nie czuję nawet potrzeby szukania takowych. Czasem mam wręcz wrażenie, że nierozumienie tekstu pozwala mocniej skupić się na muzyce i brzmieniu".

Dlaczego Europa?

Marta Karsz z polskiej ambasady w Tokio wyjaśnia, czemu coraz więcej wykonawców z Japonii przyjeżdża do Europy. "Japońscy artyści coraz częściej przyjeżdżają do Europy, bo coraz częściej otrzymują pomoc finansową na takie podróże z dotacji. Poza tym, Japonia dosyć mocno promuje w tej chwili J-pop". Taka wyprawa japońskiego wykonawcy daleko od ojczyzny może się opłacić. Zarówno finansowo, jak i wizerunkowo. "Dobrze przygotowana trasa po Europie, w której zespoły mają zagorzałych fanów gotowych przyjechać na »jedyny« koncert z różnych części kraju, jest opłacalna i finansowo, i gatunkowo, bo na stronie mogą napisać o »trasie koncertowej po Europie«, a to przyciąga" - uważa Anna Wołcyrz.

Co można powiedzieć o współpracy z japońskimi wykonawcami? Są przyjaźnie nastawieni, mili i niezwykle dokładni. "Japończycy czarno na białym muszą mieć zaznaczone na planach sceny, gdzie dokładnie ma być rozmieszczony nie tylko artysta, ale również każdy z technicznych oraz ew. prywatna ochrona. Oczywiście produkcją oraz menedżerowaniem trasy zajmują się przedstawiciele agencji z Europy, którzy wszystko dostosowują do standardów europejskich, ale i oni wymagają więcej niż przy europejskich czy amerykańskich artystach" - wyjaśnia Tomasz Ochab z agencji Knock Out Productions, która zaprosiła do Polski D, Gackt, Dir En Grey i Versailles. "Artyści, z którymi miałem kontakt to dość skromne, mało inwazyjne i spokojne osoby. Kontakt z nimi jest raczej utrudniony, gdyż większość z nich nie zna języka angielskiego. Dopiero na scenie przechodzą metamorfozę" - dodaje Tomek Jurek, który organizował koncerty japońskich artystów z kręgu muzyki alternatywnej, choćby grupy Boris. "Współpracując z Japończykami, pierwszy raz musiałem zapewnić profesjonalną opiekunkę do dziecka. Małżeństwo muzyków, wzięło na trasę kilkuletnią dziewczynkę, którą ktoś musiał zabawiać w czasie próby technicznej czy samego koncertu" - wspomina.

Gackt jest pierwszym mainstreamowym artystą japońskim z bardzo wysokiej półki, który zawitał do Polski. 6 sierpnia podziwiało go w warszawskim klubie Stodoła ponad tysiąc osób, choć reklama nie była potężna. To dobry wynik. "Bardzo jestem ciekaw koncertu Gackt. To ogromny artysta w Japonii. Niecodziennie ma się do czynienia z osobą, na podstawie której stworzona została postać do jednej z części kultowej serii »Final Fantasy«" - mówił przed występem Tomasz Ochab i na koncercie Japończyka absolutnie się nie zawiódł.

Tych największych japońskich gwiazd muzyki na razie u nas nie zobaczymy. Inna sprawa, że w Japonii radzą sobie doskonale i nie muszą szukać dodatkowych milionów za granicą. Bazę fanów nad Wisłą ma już Dir En Grey, zapewne swoim koncertem powiększy ją Versailles, już uczynił to Gackt, a w maju 2011 formacja D, która szczelnie zapełniła wrocławski klub Firlej. Artyści z szeroko pojętego kręgu muzyki alternatywnej oraz metalowej bywali u nas wielokrotnie i zapewne bywać będą. Kultowy punkowy Stalin (wystąpił przed laty w Jarocinie, a także organizował japońskie koncerty naszego Dezertera), Boris, goszczący niedawno mistrz noise'u Merzbow, Defiled, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Czy możliwe jest, że dzięki większej częstotliwości wizyt japońskich artystów w Polsce, częściej w Kraju Kwitnącej Wiśni będą występować Polacy? Wątpliwe. "Wydaje mi się, że kompletnie nie ma to przełożenia. To jest bardzo hermetyczny światek, dla określonej grupy odbiorców. Wątpię, żeby to pomogło polskim artystom na pokazanie się w Japonii" - twierdzi Tomek Ochab z Knock Out Productions. Wtóruje mu Tomek Jurek, współorganizator wrocławskiego festiwalu Asymmetry: "Wypad do Japonii to duże koszta. Większość polskich artystów nie do końca chyba rozumie, że by zaistnieć na jakiejś »egzotycznej« scenie, trzeba najpierw nieco zainwestować". Na razie doczekaliśmy się koncertówki Vadera nagranej w Japonii, występowali tam też choćby Lady Pank, Anna Maria Jopek, wysoko cenieni są polscy grindcorowcy z Dead Infection także w Japonii nie raz grający i wydający tam płyty.

Ale nie ma co załamywać rąk. Może na sukcesy i częstsze wizyty naszych tam trzeba będzie jeszcze poczekać, ale dzięki wizytom artystów z Japonii w Polsce zwiększy się zainteresowanie nie tylko muzyką z tego kraju, lecz również kulturą, popkulturą, językiem, obyczajami. Puentę artykułu niech stanowi wypowiedź Ani Przebindy: "Na pewno dzięki zainteresowaniu się muzyką z Japonii udało mi się lepiej poznać ten kraj. Już nigdy nie zdziwi mnie wszechobecna biel na tamtejszych pogrzebach czy sama nazwa Kraj Kwitnącej Wiśni. Oglądanie koncertów i teledysków daje wgląd w mentalność mieszkających tam ludzi, ich sposób zachowania i maniery, tak różne od naszych. Ciekawostki dotyczące kultury można też wyłapać z tekstów piosenek. Kilkoro z moich znajomych z powodu inspiracji muzyką Japonii wybrało się na japonistykę lub podjęło intensywną naukę języka japońskiego. Mnie niestety zabrakło do tego zapału, ale kto wie - wszystko przede mną!".

Lesław Dutkowski

Fot. 1: Ayumi Hamasaki
Fot. 2: AKB48

Słowa kluczowe: j-pop muzyka japonia k-pop wykonawcy Ayumi Hamasaki
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Organek wystąpił w A2 [RELACJA] Wrocław

Ogień na scenie, czyli jak formacja Organek rozpaliła wrocławską publiczność

fot. materiały prasowe
Za nami energetyczne show Natalii Nykiel we Wrocławiu [RELACJA] Wrocław

Koncert odbył się 20 października 2018 w Centrum Koncertowym A2.

fot. materiały prasowe
Najlepsze single: TOP 8 piosenek Michaela Jacksona [WIDEO]

Zobacz zestawienie najwspanialszych utworów "Króla Muzyki Pop".

Polecamy
Polskie koncerty, o których nie wiedzieliście cz.2
Polskie koncerty, o których nie wiedzieliście cz.2

Dziś przenosimy się w czasie w trochę bliższe nam rejony - zapraszamy do przeczytania garści koncertowych wspomnień ze złotych lat 90.!

Najlepsze polskie albumy lat dziewięćdziestątych
Najlepsze polskie albumy lat dziewięćdziestątych

Lata 90. były magicznym czasem - prezentujemy monumentalne zestawienie płyt z tego okresu, których po prostu wstyd nie znać.

Ostatnio dodane
Organek wystąpił w A2 [RELACJA] Wrocław

Ogień na scenie, czyli jak formacja Organek rozpaliła wrocławską publiczność

fot. materiały prasowe
Za nami energetyczne show Natalii Nykiel we Wrocławiu [RELACJA] Wrocław

Koncert odbył się 20 października 2018 w Centrum Koncertowym A2.

Konkurs Ziaja