Wybierz miasto
Muzyka Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

W muzyce szukam tylko i wyłącznie frajdy - wywiad z Michałem Urbaniakiem

2018-02-22

Charyzma, miłość do muzyki i ludzi oraz skromność to na pewno cechy, które wyróżniają Michała Urbaniaka spośród innych muzyków. Najpopularniejszy, polski jazzman wraz ze swoim projektem Urbanator Days podzielił się z fanami najnowszym wydawnictwem "Beats & Pieces", który zaskakuje muzycznymi kombinacjami oraz... artystami, którzy zostali zaproszeni do współpracy przy albumie.

Michał Urbaniak

Panie Michale znowu wraca Pan z mieszanką jazzu, fusion i hip-hopu. Co takiego jest w hip-hopie, że tak często sięga Pan po tę stylistykę?

Ja – nastolatek – wirtuoz, zakochałem się w bluesie, w r’n’b, w boogie woogie. Jeżdżąc do szkoły dwanaście przystanków, przemierzałem trasę do szkoły w tramwajach, które miały balkoniki. Żeby nie przeszkadzać ludziom, wychodziłem na nie i słuchałem muzyki, podśpiewując pseudo-bluesy. Mając 14-15 lat dostałem tzw. „czuja”i już wtedy wiedziałem, że muszę grać tego typu muzykę. Później poczułem, że Nowy Jork to miejsce, gdzie chcę żyć, a czarna muzyka zawładnęła mną totalnie. Jeśli chodzi o jazz, to byłem najmłodszym startującym muzykiem, a po 2 latach okazało się, że jestem w najlepszym, polskim zespole i jeździłem do Stanów na koncerty. Starsi koledzy grali spokojny jazz, a ja grałem w trochę innym klimacie. Jak sobie zdaję z tego sprawę teraz, to my byliśmy takimi „raperami bez słów”. To był ten sam timing.

Czym kierował się Pan przy doborze artystów, kwestia aktualnych nazwisk, czy osobistej gratyfikcji, docenienia warsztatu?

To musiało być to „coś”. Kiedyś nazywaliśmy to „czujem”. Jak ktoś „ma czuja” to po prostu działa. Jeśli coś mi się spodoba, wysyłam to przez internet do Nowego Jorku, do rapera, żeby to nagrał i to rzeczywiście wszystko gra. A dlaczego np. O.S.T.R. i Grubson? Po pierwsze dlatego, że są to wspaniali, polscy raperzy. Na początku płyta nie miała być nagrywana z polskimi artystami, ale skoro miała zostać wydana w Polsce, to zdecydowaliśmy się również na polskich artystów. W 1995 roku nagrywałem z Liroyem i a propos niego uważam, że nie jest wystarczająco doceniany, a jest w końcu prekursorem polskiego rapu, hip-hopu. Uważam, że jest to taka charakterystyczna cecha w Polsce, że w naszym kraju szybko się zapomina. W USA jak ktoś zrobił dobrą muzykę to się o nim pamięta. W Polsce często jest tak, że o muzykach się niestety nie pamięta. Ktoś zrobi coś za granicą i wszyscy nagle się cieszą. A za chwilę co się dzieje? Wszyscy zapominają. W Stanach jak ktoś pójdzie na występ świetnego artysty, to człowiek już zawsze będzie chodzić na jego koncert. W Polsce niestety tego nie ma.

Moje pokolenie bardzo ceni Pana aktualność jeśli chodzi o trendy, czego dowodem jest ten projekt. Stara się Pan być na bieżąco na przykład z trendami w hip-hopie, jazzie amerykańskim?

A skąd! (śmiech) Przede wszystkim mam ogromną frajdę z muzyki. Mam paru ulubionych muzyków, bardzo dużo słucham przede wszystkim czarnej muzyki. Jadąc samochodem lubię słuchać np. Kendricka Lamara, który ma wybitny talent.

W dzisiejszych czasach jesteśmy,mam wrażenie, blisko tego, że zacierają się granice gatunków muzycznych. Nie ma zdeklarowanych subkultur i zespołów z danego ściśle określonego gatunku. Sądzi Pan, że to wróci, pojawią się nowe gatunki, czy będzie jedna półka z napisem po prostu muzyka?

To jest moje marzenie!(śmiech) Powiedzmy, że jest to muzyka rytmiczna, z szacunkiem dla muzyki klasycznej oczywiście. Nie wtrącam się do muzyki poważnej. Czasami jej słucham, szanuję ją. Do 20 roku życia sam grałem recitale symfoniczne. A co do mieszania się styli muzycznych to one zacierają się mocno właśnie dzięki streamingom. Streaming to jest mieszanka wielu styli. Ludzie słuchając muzyki w internecie często mówią „nie wiedziałem, że jazz może być taki fajny!”. Nie powinno jednak być tak, że cała płyta wrzucana jest do streamingu. Uważam, że maksymalnie powinno się wrzucić 2-3 numery do internetu, a potem link do strony, gdzie można zakupić płytę.

Projekt to słowo, które słyszymy na co dzień coraz częściej. Czy uważa Pan, że zespoły np. rockowe nie mają już racji bytu i wszystko jest teraz projektem?

Projekt to jest wynik. My mamy rodzinę, tą rodziną jest Urbanator. Pracowaliśmy na to 12 lat. Przez te lata wyrosło naprawdę paru znakomitych artystów młodszego pokolenia, zrobiliśmy płytę Urbanator Days. Ci ludzie załużyli na to, żeby sobie pograć, pograć razem. Nasz zespół to rodzina, z którą tworzymy muzykę. Zespół trwa cały czas, ale jest w nim miejsce dla nowych ludzi. Pojawiają się nowe osoby. Między innymi P. Unity – fantastyczny, młody zespół. Na płycie nagraliśmy z nimi dwa utwory. Różnorodne jest to, że nowy album ma klimat nowojorski, można się w dosłownie chwilę przenieść do Stanów Zjednoczonych słuchając tych wszystkich utworów.

Kolejne pytanie wiąże się również z tematem projektu, a konkretnie projektu Legalna Kultura, w którym bierze Pan udział. Jak podchodzi Pan do cyfryzacji muzyki i jej dostępności?

Projekt Legalna Kultura to wspaniała inicjatywa, która ma za zadanie edukowanie ludzi. Jeśli chodzi o cyfryzację to jest w niej jeszcze sporo bałaganu tak, jak w polityce. Wszystko idzie w dobrym kierunku, ale potrzeba jeszcze czasu, żeby nabrało to odpowiedniego kształtu.

Często pytam muzyków o zabawne historie, które przytrafiły im się w życiu. Chodzi o historię, do której wraca się na zasadzie "A pamiętasz….". Czy ma Pan jakąs swoją ulubioną?

Jak się dowiedziałem o Liroyu, pojechałem do Polski, żeby się z nim spotkać. Nawet spałem u niego w studio! I w tamtym czasie miałem też spotkanie z jedną panią z BMG (wytwórnia płytowa). I ta właśnie pani zapytała mnie o Liroya. O to, co ma z nim zrobić, bo używa wulgarnego języka, bo teksty są mocno nie na miejscu. Na co bez wahania jej odpowiedziałem „jak to co?! Wydać! A jak ktoś będzie protestować to „wypipować” w odpowiednim miejscu, ale najlepiej nie”. No i Liroy sprzedał pół miliona płyt….

Czego w ogóle szuka muzyk taki, jak Pan w muzyce? Muzyk który grał między innymi z Herbiem Hancockiem, Milesem Davisem?

Tylko i wyłącznie frajdy. W tej chwili naprawdę mogę powiedzieć, że dla mnie największą frajdą jest granie. Najbardziej kocham tworzyć w Nowym Jorku. Zresztą moje serce ucieka cały czas do Nowego Jorku.

...a gdyby miał Pan wybrać między Nowym Jorkiem, a Warszawą?

Jestem obywatelem świata. Jestem podróżnikiem. Życie muzyka jest podróżą.

Załóżmy, że ma Pan do dyspozycji wszystkich muzyków tych żyjących i tych nieżyjących z kim chciałby Pan zagrać?

Herbie Hanckock. Zresztą już nagyrwałem i grywałem z nim. Ostatnio pojechałem na koncert do Wadowic i rozmawiałem z Herbiem. Na tym samym wydarzeniu był również producent Kendricka Lamara, z którym również się spotkałem. Na wiosnę, kiedy będę w Nowym Jorku, nagram coś, naszkicuję i kto wie, może stworzymy coś razem.

Czy ma Pan jakąś listę, po której wypełnieniu będzie Pan mógł powiedzieć, że misja Pana jako muzyka jest wypełniona, czy jest to misja bez końca?

Moją misją jest od 12 lat bezkonfliktowo pokazać ludziom, że nie wszystko co brzmi jak jazz, jest jazzem. Nie chcę być namolny, nie chcę pouczać. Sama działalność z młodymi ludźmi, którzy dzięki hip-hopowi mają rytm w jednym palcu sprawia, że od razu się uśmiecham. To jest cudowne!

Rozmawiała: Małgorzata Leśniarek

fot. Katarzya Rainka

Urbanator Days

Ciekawe artykuły
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Brak komentarzy.

FB dlaMaturzysty.pl reklama