Wybierz miasto
Muzyka Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

Biografia: Luxtorpeda

Biografia: Luxtorpeda

Luxtorpeda to z jednej strony solowy projekt Roberta "Litzy" Friedricha, z drugiej kapela czterech przyjaciół, grających ze sobą już wcześniej w różnych konfiguracjach. Skład uzupełnił poznański raper znany z Pięć Dwa Dębiec. Grupa zadebiutowała imiennym albumem w maju 2011 roku. Longplay dotarł do piętnastego miejsca zestawienia OliS-u.

Pomysłodawcą i założycielem Luxtoprpedy był gitarzysta i wokalista Robert "Litza" Friedrich - postać doskonale znana na polskiej scenie rockowej. Muzyk zasłynął jako członek zespołów Turbo, Acid Drinker, Flapjack, Kazik na Żywo czy 2Tm2,3.

W 1994 przeszedł dwukrotnie skomplikowaną operację serca. Po tym wydarzeniu powrócił na łono kościoła katolickiego i poświęcił rodzinie. Pierwszym dowodem jego religijnego zaangażowania była specjalizująca się w rocku chrześcijańskim formacja 2Tm2,3, którą powołał z Tomaszem Budzyńskim (Armia) i Dariuszem "Maleo" Malejonkiem (Izrael, Houk). Kolejnym - dziecięca grupa Arka Noego, której płyty stały się wielkim przebojem na rodzimym rynku.

- Od dziewiętnastu lat mam własną firmę, na początku był sklep muzyczny, teraz mam firmę nagłośnieniową oraz prowadzę studio nagraniowe - opowiadał o swym życiu na łamach "Machiny" wiosną 2011 roku. - Dzieciaki idą do szkoły, a ja pracuję od dziesiątej rano do wieczora. Dopiero wieczorem, jak wrócimy na przykład z kina, dzieciaki pójdą spać, to mogę sobie pograć. Kładę się spać koło czwartej. Żeby nagrywać dzisiaj płyty, musisz do tego dołożyć. Mamy akurat takie możliwości. Dzięki temu jestem niezależny. Mogę nawet śpiewać psalmy, jeśli mam na to ochotę.

Choć psalmy i dziecięcy zespół niewątpliwie dostarczają artyście emocji, w końcu zatęsknił za mocnym, rockowym graniem. - W Arce jest inny czad - tłumaczył Jackowi Skolimowskiemu. - Gramy folkowo, ale na scenie jest żywioł - do końca nie wiesz, czy dzieciaki przypadkiem się nie pobiją, nie oplują, a potem jeszcze będą się przepraszały. A w Luxtorpedzie po prostu chciałem sam czadowo pośpiewać.

Idea zakiełkowała w głowie gitarzysty w 2010 roku. Po wielu latach zwlekania, 23 sierpnia 2010 roku, muzyk powołał do życia projekt, z którego powstało Luxtorpeda. Choć nazwa oznacza szybki pociąg z lat 30., jej geneza jest inna. - Na początku w ogóle nie wiedziałem, że to jest pociąg - wyjaśniał na łamach "Teraz Rocka". - Moja mama zawsze tak mówiła: "Weź to zrób, jak Luxtorpeda". Nie rozumiałem tego - dużo był takich powiedzonek, których nie rozumiałem, ale funkcjonowały u nas w domu. Gdy zespół powstał, chciałem, żeby dawał trochę nadziei. Ja z niej skorzystałem, dzięki niej żyję i chciałem się z nią podzielić, mówiąc też o problemach. Podobało mi się, że jest lux i jest torpeda. Światło jest nadzieją.

Do udziału w formacji Litza zaprosił muzyków, których zna od lat i z którymi grał niejednokrotnie. Choć w zamyśle był to samodzielny projekt gitarzysty, z czasem stał się pełnowymiarowym bandem. - Na początku rzeczywiście myślałem, że tak będzie - opowiadał Bartkowi Koziczyńskiemu. - Że ja będę coś wymyślał, a chłopaki będą grali. W bardzo krótkim czasie okazało się jednak, że oni chcą, żeby to była też ich kapela.

Skład Luxtoprpedy uzupełnili Robert "Drężmak" Drężek, Krzysztof "Kmieta" Kmiecik i Tomasz "Krzyżyk" Krzyżaniak. - Krzyżyka poznałem już dawno temu, jak grał w Deliverance - mówił gitarzysta dziennikarzowi "Rock Magazynu". - Od tego momentu chciałem z nim grać, ale za bardzo nie było gdzie. Zresztą to ja poleciłem go Budzyńskiemu do Armii, gdzie odwalił tam kawał dobrej roboty. Teraz w końcu gramy razem. Z kolei Robert Drężek to jest mój wieloletni przyjaciel poznany w Ludźmierzu na spotkaniach muzyków. Natomiast Kmieta to także świetny kumpel, z którym niejedno już nagraliśmy i jeszcze pewnie nagramy.

Choć Lizta zajął się śpiewaniem, chciał znaleźć jeszcze jednego wokalistę. Przez chwilę jako członek Luxtoprpedy brany był pod uwagę nawet Darek Basiński z Mumio. - Znam Darka od dawna, jeździmy razem na wakacje - wspominał Bartkowi Koziczyńskiemu Robert. - Zapytał: "Czemu mnie nie zapytałeś, czy bym nie zaśpiewał? - Dawaj, przyjeżdżaj". Ale nie wyszło, nie zgrały się te dwa kolory.

Brakującym ogniwem okazał się Przemysław "Hans" Frencel z poznańskiej formacji hiphopowej Pięć Dwa Dębiec. Spotkanie z raperem było dziełem przypadku czy też zrządzeniem losu. - Pewnego dnia nagrywałem w studiu kapelę EneDueRabe - opowiadał w tym samym wywiadzie. - Pojawił się w niej młody człowiek, który zarapował, okazało się, że to idzie na jego solową płytę. Pomyślałem: "Kurcze, gdyby taki człowiek śpiewał ze mną w Luxtorpedzie, byłoby genialnie. Nie dość, że świetnie to robi, to jest myślącym, skromnym człowiekiem". Nie wiedziałem, że on gdzieś gra. Dopiero moje córy, które przynoszą czasem kawę do studia, stanęły jak wryte i mówią: "Ej, a ty nie jesteś Hans z 52 Dębiec?" Kojarzyłem nazwę, poznańskie klimaty, ale nie wiedziałem, że to jest on.

Raper pierwotnie miał pojawić się gościnnie w jednym kawałku i znów wyszło inaczej niż Litza oryginalnie zaplanował. - Zaproponowałem, byśmy razem zrobili piosenkę na temat Powstania Wielkopolskiego - wspominał dla "Głosu Wielkopolski". - Wypadło to na tyle ciekawie, że po cichu wymarzyłem sobie Hansa na całej płycie i w zespole. I mu to zaproponowałem.

W odpowiedzi usłyszał "tak". - Wtedy wiedziałem o nim tylko tyle, że się nawrócił i jest religijny - mówił raper w tym samym wywiadzie. - Wiadomo, głośny był moment, gdy powstawała Arka Noego i 2Tm 2,3, zespoły mające misję ewangelizacyjną. Ale od jakiegoś czasu wyłaziłem poza hiphopową szufladę, więc szansa zrobienia czegoś nowego, złapania nowej energii z nową muzyką i ludźmi była kusząca.

Dla niektórych fanów Litzy połączenie ciężkich brzmień i rapu mogło być trudne do zaakceptowania, sam twórca nie miał jednak wątpliwości. - Wielu metalowców nie słucha hip - hopu i uważa, że jest on bez sensu - argumentował artysta w "Rock Magazynie". - Ja natomiast znam bardzo wiele kapel z tego nurtu, które śpiewały o bardzo ważnych rzeczach, żeby wymienić chociażby 52 Dębiec, Vavamuffin, Evident czy Ras Luta. Chciałem połączyć te dwa światy i można nazwać Luxtorpedę swoistym "porozumieniem ponad podziałami".

Twórczość zespołu nie jest jednak prostym połączeniem metalu i rapu. W zapowiedziach debiutanckiego krążka kapeli pojawiał się określenia stoner rock, gitarzysta szybko jednak prostował. - Muzyka Luxtorpedy nie jest stonerrockowa - przekonywał na stronach "Teraz Rocka". - To bardziej Litzowa muzyka. Szeroko pojęte korzenia rocka.

Hans co prawda nie miał wpływu na muzykę - gdy się pojawił, materiał był już przygotowany, miał jednak udział w tekstach. - Robert napisał swoje teksty z perspektywy osoby wierzącej, a ja dokładałem do tego swoją perspektywę życiową - wyjaśniał raper w rozmowie z dziennikarzem "Głosu Wielkopolski". - Mówimy o tych samych sprawach, tym samym językiem, ale patrząc z innego punktu widzenia.

Podobnie widzi to Litza. - Piszę tekst, a on wzbogaca go swoim 3D wymiarem - precyzował podczas wywiadu dla "Teraz Rocka". - Bardzo mi to pasuje, bo ja piszę bardzo syntetycznie. On uwypukla temat, dodając swoje partie. Wygląda to tak, że śpiewam swoje rzeczy, on dostaje nagranie, słyszy gdzie jest wolne miejsce, i myśli jak to urozmaicić. Kiedy w utworze "Od Zera" napisałem, że jest konflikt, między dziewczyną i chłopakiem, między mężem a żoną, to on napisał go z perspektywy dziecka.

Pomimo obaw niektórych sympatyków czadowego oblicza Litzy, tym razem teksty nie dotyczyły chrześcijaństwa i katolicyzmu. - Nie chcę, by Luxtorpeda była kojarzona religijnie tylko dlatego, że gra w niej Litza - argumentował Koziczyńskiemu. - Będzie na przykład piosenka o tym, że nie musisz być zalogowany, żeby być szczęśliwy - dodawał na łamach "Machiny". - Obejrzałem niedawno film "Social Network" i dzieciaki namówiły mnie, żebym założył profil na Facebooku. Wytrzymałem dziesięć dni, potem wylogowałem się na zawsze i napisałem tekst: "Nie muszę, nie chcę, zrobię, co zechcę". Szkoda mi tracić w internecie cenne minuty prawdziwego życia i wyrażać swoje potrzeby za pomocą ikony "lubię to" i emotikon.

W zestawie znalazł się również wspomniany numer dotyczący Powstania Wielkopolskiego - "Za wolność". Nagranie powstało na zmówienie, na potrzeby składanki poświęconej temu historycznemu wydarzeniu, ale również trafiło na płytę kapeli. - Cieszę się, bo poczułem silniejszą więź z Poznaniem - wyjaśniał Bartkowi Koziczyńskiemu decyzję nagrania takiego utworu Litza. - Mieszkam tu od szóstego roku życia, a teraz czuję się bliżej tego miasta niż kiedykolwiek. Uświadomiłem sobie, że początek wolności, którą mamy dzisiaj, zaczął się właśnie wtedy.

Materiał powstał w studiu w Wiśle, które słynie z analogowego sprzętu. Nie tylko to było jednak atutem tego miejsca. - Brak zasięgu. Komórki nie dzwonią, nic nie przeszkadza. Jest spokój - wymieniał lider zalety studia na łamach "Wolnej Polski". - A tak na serio - to niesamowite miejsce, góry, tam nie wjedzie się samochodem. Gdy kończyliśmy nagrywanie w nocy, musieliśmy wracać na piechotę te 3-4 kilometry w śniegu, bez oświetlenia.

Sesja rozpoczęła się we wrześniu 2010 roku. Raporty ze studia można było śledzić na kanale internetowym Franciszkanie TV, który też odpowiadał za klip do promującego zestaw nagrania "Niezalogowany".

Pierwotnie longplay miał ukazać się 15 kwietnia, datę wydania zmieniono jednak na 9 maja.

Przed premierą na oficjalnej stronie MySpace Luxtorpedy pojawiły się do odsłuchu trzy utwory "Niezalogowany", "Za Wolność" oraz "3000 Świń". Ponadto, 26 kwietnia kapela ruszyła w przedpremierową trasę koncertową, na której nie można było usłyszeć materiał z krążka zatytułowanego po prostu "Luxtorpeda", ale również nabyć płytę przed oficjalnym jej wydaniem.

Dzieło zostało poszerzone o instrumentalne wersje wszystkich kawałków. - Jak powstawały, to były instrumentalne utwory - wyjaśniał decyzję lider. - Miały wtedy pewne oblicze, kolor, specyficzny smak. W momencie, kiedy dochodziły wokale, to tamte kawałki znikały i poprzez to, że został do nich nagrany wokal, stały się, można powiedzieć, innymi piosenkami. No i najzwyczajniej w świecie szkoda nam było tamtych numerów. A dodatkowo bardzo lubię Mastodon i na ich płytach też są instrumentalne wersje i bardzo ich lubię słuchać.

Na okładkę trafiło zdjęcie ludzi w maskach gazowych, które już wcześniej wykorzystała szwedzka formacja Nasum. - Znalazłem je przeglądając Google - wyjaśniał w "Teraz Rocku" gitarzysta i wokalista. - I stwierdziłem, że dokładnie oddaje to, o czym chcę śpiewać, Potem się załamałem, jak mi teściu wysłał podobną okładkę, okazało się, że część tego zdjęcia była wykorzystana na tamtej płycie. Długo się wahałem, czy je dać, ale byłem tak blisko tego, o czym śpiewam... Słuchaj, ja jestem 23 lata po ślubie. I atmosfera wokół nas często była właśnie toksyczna. Na szczęście mieliśmy takie maski filtrujące, które pozwoliły nam przeżyć. Każdy człowiek ma taką maskę, mniej lub bardziej skuteczną. Dlatego zdecydowałem, że jednak zdjęcie będzie.

Płyta dotarła do 15. pozycji zestawienia OLiS-u.

Promocji dzieła towarzyszyła trasa promująca dzieło. Wśród zaplanowanych występów znalazł się koncert przed Corrosion of Conformity w Krakowie.

- Wiesz, jaka jest najlepsza nowina dla mnie? - podsumował Litza w "Głosie Wielkopolski". - Że wreszcie nagrałem płytę, która podoba się moim córkom.

 
BLOK PROMOWANY
Ziaja Sopot Spa - poczuj zapach nadmorskich wakacjiWeź udział w konkursie i wygraj zestaw kosmetyków Ziaja z serii Sopot i Sopot Spa.
FB dlaMaturzysty.pl reklama