Wybierz miasto
Muzyka Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

Krzysztof "Grabaż" Grabowski - Wróciliśmy do sprawdzonego patentu [WYWIAD]

2017-10-25

W sobotę, 28 października we wrocławskich Zaklętych Rewirach zagrają Strachy Na Lachy. Przy okazji zbliżającego się koncertu porozmawialiśmy z Krzysztofem „Grabażem” Grabowskim, liderem takich formacji, jak Strachy Na Lachy i Pidżama Porno.

Kacper Jasztal: Ostatnio na oficjalnej stronie zespołu Strachy Na Lachy pojawił się niepokojący komunikat o Pańskich problemach z głosem, przez które koncert w Radomiu został przeniesiony na inny termin.

Krzysztof "Grabaż" Grabowski: Ponad trzy dni przed trasą dostałem infekcji. Jak coś takiego mnie spotyka, to później ciągnie się tygodniami. Najgorsze, co może się wydarzyć to infekcja podczas trasy. Niestety, musiałem jeden koncert przenieść na wiosnę. Słyszę, że już powoli z tego wychodzę. Dziękuję lekarzom.

Singiel „Co się z nami stało”, promujący album „Przechodzień o wschodzie” ma prawie 1,4 mln wyświetleń na YouTube. Zapowiada się kolejny przebój Strachów?

Ponad milion odsłon na YouTube przez miesiąc, biorąc pod uwagę kondycję muzyki rockowej w Polsce, świadczy o tym, że chyba jest to przebój. Akurat ta piosenka dobrze trafiła w swój czas. A jeszcze lepiej teledysk, z czego bardzo się cieszę. Wszyscy, którzy brali udział w produkcji tego klipu wykonali kawał dobrej roboty.

Ostatni album dość wyraźnie różni się od poprzedniej płyty „!TO!”, która była bardziej gitarowa. Co stoi za tą zmianą stylistyczną?

Za zmianą stoi Pidżama Porno. Mamy dwa zespoły, które grają ze sobą równolegle i w których praktycznie grają te same osoby. Żeby te zespoły mogły jakoś funkcjonować, muszą się od siebie czymś różnić. Tak było na początku. Teraz wróciliśmy do sprawdzonego patentu. Chciałem, żeby Strachy wróciły do swoich korzeni, źródeł, czyli do takich piosenek, które nagraliśmy na pierwszej i drugiej płycie, kiedy Strachy kojarzyły się bardziej ogniskowo bądź tanecznie. Bardzo sobie chwalę ostateczny szlif, jaki nadali temu albumowi goście z AS One Studio, czyli Smok i Activator – ludzie, którzy pracują przy Kapeli ze Wsi Warszawa. Mają bardzo otwarte studio, w którym wiele projektów się odbywa. I okazało się, że znamy się od lat!

Ostatnio koncerty rozpoczyna utwór „Nazywam się Grabowski” z ostatniego albumu. Z jakim odbiorem spotkała się piosenka?

Myślę, że jeszcze nikt nie skumał, o co w tej piosence chodzi. Spokojnie, dajmy ludziom jeszcze trochę czasu… To jest taki kawałek, który może nie wybija się na pierwszy plan przy pierwszym przesłuchaniu. Jak to się mówi: żeby móc rybę złowić, najpierw trzeba ją zanęcić. Myślę, że z tym kawałkiem jest podobnie.

Jednym z ciekawszych utworów z najnowszej płyty jest „Matka Boska”. Taka tematyka raczej nieczęsto pojawia się w piosenkach rockowych.

Po prostu chciałem napisać piosenkę o młodej dziewczynie. Przyszła mi myśl, dlaczego nie napisać tej piosenki o Maryi w czasach jeszcze przed Zwiastowaniem. Wtedy też była młodą dziewczyną.

Na „Przechodniu…” pojawiają się też bardziej pogodne piosenki. Jedną z nich jest „Katastrofa szczęścia”. Wydaje się, że to znakomity materiał na kolejny singiel.

W przypadku tej płyty i piosenek, które się na niej znajdują, każdy rozmówca wskazuje inną piosenkę jako murowany hit. Obawiam się, że żadna z tych piosenek nie zostanie hitem z cyklu „Dzień dobry, kocham Cię”. Chociaż jeśli chodzi o dynamikę na YouTube to „Co się z nami stało” radzi sobie lepiej niż ongiś „Dzień dobry…”. Bardzo sobie chwalę tę tendencję. Natomiast prawdą jest, że każdemu podoba się na tej płycie inna piosenka. Na początku, wszyscy po wysłuchaniu piosenek z demo mówili: „Co się z nami stało”. Ta piosenka wyszła jako singiel dwa tygodnie przed płytą i po dwóch tygodniach od premiery albumu już żadna osoba, z którą rozmawiamy nie wskazuje utworu „Co się z nami stało” jako ulubionego. Podają „Krótki sznur”, „Obłąkany obłok”, „Matkę Boską”, „Katastrofę szczęścia”… Wynika z tego, że troszeczkę fajnych piosenek na tej płycie udało się zgromadzić i wcale się tym nie martwię.

Czy Pańskie życie muzyczne dzieli się na: przed i po koncercie Kultu i T.Love Alternative?

Są różne cezury… Od koncertu Kultu i T.Love się zaczęło. Może jeszcze bardziej od koncertu w ’82 roku w Jarocinie, kiedy usłyszałem, że perkusista zespołu SS-20 nazywa się dokładnie tak samo, jak ja. To była pierwsza lampa, która się zapaliła i zaczęła świecić w trochę innym miejscu mnie niż do tej pory. Wcześniej słuchałem Listy Przebojów Trójki. Miałem jeszcze jakiś epizodzik w słuchaniu piosenek zespołu Kryzys, które bardzo mi się podobały. Od Jarocina ’82 zaczął się prawdziwy ja, który trwam do teraz.

W swojej książce wspomina Pan o wywiadzie, który przeprowadził w tamtym okresie z Kazikiem Staszewskim.

Raczej to nie był wywiad, tylko ciekawość fana. Kazimierz unosił swoją prawą dłoń i odpowiadając na każde pytanie, dotykał ręką swojego serca. Pytałem: „Kto pisze teksty? Kto pisze muzykę?”, a Kazimierz jak natchniony anioł zbliżał swoją dłoń do ramion. (śmiech) Później się z tymi wszystkimi moimi idolami zaprzyjaźniłem i nawet później zdarzało się, że występowaliśmy razem na scenie. To było fajnym spełnieniem moich marzeń.

Widzi Pan obecnie na polskiej scenie muzycznej utalentowanych tekściarzy wśród młodszego pokolenia?

Jak dzisiaj jechałem, słuchałem ostatniej piosenki Przybyszowej. Z*****sty tekst. Podobają mi się teksty Organka. Lubię też Pogodno, chociaż oni nie są już młodzi. Generalnie myślę, że polska muzyka teraz mocno odbiła się od jałowości tekstowej. Coraz więcej ludzi ma coś do powiedzenia i bardzo mnie to cieszy.

Wstrząsnął Panem ostatnio jakiś album? „ClandestinoManu Chao był ostatnią taką płytą?

Tak, Manu Chao był ostatni taki "trzęsący". Ale ostatnio wróciłem np. do ostatniej płyty T.Love. Pracując w radiu byłem na bieżąco, ale kiedy tzw. "obowiązek" mi ściągnięto z barku, to mniej zapalczywie przygotowuję się do zajęć.

Można powiedzieć, że jest Pan niepraktykującym dziennikarzem?

Tak. Teraz jestem niepraktykującym, niepracującym, nie pobierającym gaży i apanaży dziennikarzem.

Chciałby Pan wrócić do radia?

Nie wiem, czy jest takie radio, do którego chciałbym wrócić.

Jest żal?

Żal jest tego, że jest tyle dobrych fajnych kawałków i nie możesz tego zaprezentować. Każda audycja to była sztuka kompilacji, złożenia jakichś kawałków w jedną całość tak, żeby sprawiać ludziom przyjemność. I sobie też – nie ukrywam tego. Robiłem to praktycznie osiemnaście lat, więc z jednej strony jest trochę żal, ale z drugiej strony ta historia w Roxy powoli się wypalała i miałem na to bardzo mało czasu. Byłem bliski tej decyzji, żeby po prostu podziękować, natomiast oni się pospieszyli i mnie wyprzedzili. Byli tak szybcy, że nawet nie zdążyłem się ze swoimi słuchaczami pożegnać.

Wspomniał Pan niedawno, że jest trochę materiału na kolejny album Pidżamy Porno.

Myślę, że po mega główkowaniu dotyczącym ostatniej płyty Strachów, najpierw trzeba z nią trochę pokoncertować. Będziemy w tym tygodniu we Wrocławiu. Później zagramy z okazji trzydziestych urodzin Pidżamy. Później będzie, mam nadzieję, trochę lżejszy rok i zobaczymy jak to będzie wyglądało. Na pewno nie tak, że będziemy siedzieć w studio. Raczej bardziej niezobowiązująco.

Myślał Pan o tym, w jakim składzie osobowym byłaby nagrywana płyta Pidżamy?

Chciałbym, żeby praca przy płycie Pidżamy stanowiła tzw. projekt otwarty. Nie będziemy przyzwyczajać się do tego, że ktoś gra w tym zespole na gitarze i musi nagrać wszystkie partie gitary w kawałku. Wiadomo, że wokal musi być mój, chociaż w przypadku Strachów na ostatniej płycie jedną piosenkę śpiewa Kozak. Także powoli wracamy do wagi przed porodem. Musi trochę czasu upłynąć, zanim osiągniemy jakąś stabilność.

Tymczasem zapraszamy na sobotni koncert we wrocławskich Zaklętych Rewirach.

Zapraszam wszystkim gorąco i serdecznie. Będziemy grali dużo starych kawałków, ale też trochę nowych…

Rozmawiał: Kacper Jasztal
Fot: Adam Ponański

Ciekawe artykuły
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Brak komentarzy.

Więcej o zespole

FB dlaMaturzysty.pl reklama